O autorze
To, co Wam w duszy gra.
Wasze dzieci, Wy, to co Was bawi/porusza/złości.
Czujcie się jak u siebie!

Marne są szanse na to, by dzieci darzyły nas szacunkiem. Sami nie szanujemy już niemal nikogo

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/arekolek/2442012660/]Arek Olek[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Arek Olek / CC BY
Recepty na uzyskanie szacunku dzieci bywają różne. Od metod „ręcznych”, które nadal mają wielu zwolenników, po humanistyczne, oparte na zasadzie wzajemności. Wielu z nas sądzi, bowiem, że „skoro ja szanuję dziecko, ono będzie szanowało mnie”. Niestety, kwestia szacunku i jego braku jest nieco bardziej złożona. Pozwolę sobie na bolesną diagnozę: marne są nasze szanse na to, aby w przyszłości nasze dzieci darzyły nas szacunkiem. Dlaczego? Bo my sami nie szanujemy już niemal nikogo.




Upadek autorytetów
Powszechnie panuje pogląd, iż upadek autorytetów spowodowany jest faktem, iż namnożyło się głupców. To oczywiście nieprawda, Upadek autorytetów spowodowany jest tym, że namnożyło się mędrców. Samozwańczych. Jest ich mniej więcej tylu, ilu użytkowników Internetu. Jeszcze kilkanaście lat temu ludzie opierali swoje osądy i opinie na zdaniu tych, których uważali za mądrzejszych od siebie. Dziś mądrzejsi od nas już nie istnieją. Ja i wujek Google-oto autorytet nowych czasów!

Powszechny szacunek jakim z racji wykształcenia i zawodu cieszyli się nauczyciele zastąpiła pogarda. Popełniliśmy kilka błędów, które skutkują filmikami na Youtube. Klasyk- nauczyciel z koszem na głowie, to jeden z łagodniejszych. A zaczynało się niewinnie. Od „ta baba od matmy jest głupia” -wypowiedzianego po wywiadówce. Nie ma się co dziwić dzieciom, że się z „głupią babą” nie liczą. Problemy z nauką? Winna niedouczona kadra, przestarzały system edukacji. I nikt z nas, nie myśli o tym, że bez względu na to kim jest nauczyciel, pełni w życiu naszego dziecka ogromnie ważną funkcję. Często się zdarza, że spędza z nim więcej czasu niż my sami. I nie ma szans na to, aby dziecko szanowało kogoś, kogo rodzice uważają za zło konieczne. Dzieci nie przestały szanować nauczycieli bez powodu. Nauczyły się tego od rodziców!

Podobny los spotkał również lekarzy
Niegdyś elita intelektualna, dziś „konowały i oszuści”. Współczesnymi ekspertami i autorytetami w dziedzinie zdrowia naszych pociech są internetowe fora i my sami.

Podważanie diagnoz lekarskich to dziś powód do dumy! Utkwił mi w pamięci przykład mamy, która publicznie chwaliła się tym, że mimo recepty na antybiotyk wydanej przez „starego nieuka”, wyleczyła dziecko z zapaleniem oskrzeli za pomocą syropu z cebuli. Trzy dni później pisała posty z oddziału szpitalnego. Zapalenie płuc nie przestraszyło się cebuli, za to otrzeźwiło nieco mamę. Podobnych przypadków są dziesiątki. Decyzje o szczepieniu, bądź nieszczepieniu dzieci opiera się na „wiedzy” z Internetu. Opinie i zdanie lekarzy w ogóle nie są brane pod uwagę, w końcu to nie autorytety, a „marionetki na usługach koncernów farmaceutycznych”. Dieta zgodna z zaleceniem lekarza? A skąd! Najlepsze diety bierze się z Internetu. Lekarz nie jest dziś większym autorytetem niż fryzjer. A jednak powinien nim być.

Nauczyciele, lekarze, księża, sportowcy, politycy- oto autorytety dawnych lat
Dziś księża w kraju w którym porażająca większość mieszkańców to katolicy nie cieszą się już żadną estymą. Od najmłodszych lat dzieci wiedzą (bo słyszą nas!), że to w najlepszym razie „pazerne kiecaki”. O wybranych w demokratycznych wyborach prezydentach zwykliśmy mawiać „Buraki”, „Kartofle” i inne pogardliwe „Bronki”. Ba, powszechny entuzjazm wzbudziła fatalnie wychowana nastolatka, która napyskowała premierowi kraju.

Nasze dzieci nie żyją w kosmosie. Żyją wśród nas, słyszą nasze słowa, widzą nasze gesty. Skoro my szanujemy wyłącznie siebie, ewentualnie tych, którzy mają to szczęście, że się z nimi zgadzamy, to jakim cudem nasze dzieci mają nauczyć się szacunku do ludzi? Zwłaszcza do tych, którzy głoszą poglądy i reprezentują wartości inne od naszych?

Siłą, czy bezstresowo?
Nie trzeba być psychologiem aby rozumieć, że szacunek wywalczony pięścią (klapsem, ciosem razem, pasem) to w rzeczywistości strach. Nie chcemy, aby dzieci się nas bały, chcemy aby nas szanowały. Do tego niezbędne jest szanowanie ich. Sęk w tym, że i tu popełniamy błąd. Po latach rządów „twardą ręką” nastąpiła odwilż. Na wzór romantyków, zachwycamy się dzisiaj wrażliwością i mądrością dzieci. I dobrze! Mamy jednak tendencję do nadużywania słowa „trauma”. Tak bardzo boimy się niekorzystnego wpływu jakiegokolwiek nacisku na nasze dzieci, że rezygnujemy zupełnie z prób wpojenia zasad dobrego wychowania. Okazujemy dzieciom szacunek i cierpliwość, nie wymagając jednak tego samego dla siebie i innych.

Kto zasługuje na szacunek?
Każdy. Tu nie powinno być wyjątków. Dziecko, dorosły, stary, młody. Poglądy polityczne, postawa życiowa, wyznawana religia, czy inne różnice mogą mieć wpływ na naszą sympatię, nie powinny jednak wpływać na szacunek. On jest należny każdemu z nas, bez względu na to, kim jesteśmy. Tylko jeśli pojmiemy to i wprowadzimy w czyn, mamy szansę wychować człowieka przez duże C.

Autorką tekstu jest nasza Czytelniczka - Żaneta Rakowiec

Trwa ładowanie komentarzy...