O autorze
To, co Wam w duszy gra.
Wasze dzieci, Wy, to co Was bawi/porusza/złości.
Czujcie się jak u siebie!

Chciałam dotrwać do 6 miesięcy. Ale właśnie wtedy karmienie piersią stało się proste. Karmię już czternasty miesiąc

Mam na imię Dagmara, mam 35 lat i rok temu, w lutym urodziłam moje pierwsze dziecko — Julcię. Chciałam się podzielić moją historią karmienia piersią.




Będąc w ciąży byłam bardzo optymistycznie nastawiona do karmienia piersią, ze szkoły rodzenia wyniosłam, że jest to proste i naturalne i z takim podejściem urodziłam. Poród był długi i ciężki, córcię po porodzie prawie od razu mi przystawili do piersi, a potem córcia zasnęła i spała cały dzień. Ja się martwiłam, że się nie budzi do karmienia, ale położne uspakajały, że dziecko odpoczywa po porodzie i pierwszy dzień może spać. W nocy już się obudziła. Niemalże od razu popękały mi brodawki i to był mój największy koszmar karmienia ciągnący się prawie dwa miesiące. Położne w szpitalu zapewniały, że jest ok, że jest dobrze przystawiona. Potem wróciłyśmy do domu.

W trzecim tygodniu dopadł mnie kryzys laktacyjny, miałam niegojące się brodawki, byłam na skraju załamania. Coś poszło nie tak. Nie tak to sobie wyobrażałam.

Miałam problemy z karmieniem, nie mogłam znaleźć odpowiedniej pozycji, miałam małe piersi, niewiele mi urosły, a Julcia też była taka malutka (3kg 50cm), mimo podłożonej poduszki i koca było mi niewygodnie. Nie umiałam jej dobrze przystawić.

Położna zapewniała, że jest dobrze przystawiona. W tym trzecim tygodniu wyszło, że Mała niewiele przybrała, ja z płaczem zaczynałam każde karmienie. Mała też ryczała i w ogóle miałam ochotę rzucić to karmienie. Wyżaliłam się położnej i postanowiłyśmy jednak zawalczyć i ratować laktację. Położna zaleciła odstawić jedną pierś, która była bardziej poraniona na 3 dni, żeby się podgoiła, w ruch poszedł laktator. Rozpisała mi schemat, ile razy mam odciągać, również tą pierś, którą zostawiliśmy do karmienia.

Te trzy dni było za mało na wygojenie, w sumie przez trzy tygodnie nią nie karmiłam, tylko odciągałam pokarm i podawałam butelką. W międzyczasie przeszłam kurację Fluconazolem, gdyż było podejrzenie o grzybicę (w sumie tylko na przesłance, że tak długo się nie goją - tak na wszelki wypadek). Pod koniec drugiego miesiąca brodawki się prawie wygoiły, ale i tak mnie bardzo bolały, więc postanowiłam spróbować nakładek. Ból minął, ale został strach - bo wszędzie pisali, że nakładki zaburzają laktację. A ja miałam schizę, że kryzys wróci. Dlatego wciąż dodatkowo odciągałam mleko laktatorem. Było z tym dużo dodatkowej roboty.

Przez ten strach, nie zauważyłam, że w sumie to chyba już miałam dużo mleka - co chwilę miałam napływ pokarmu, co trochę wymieniałam wkładki laktacyjne, a karmiąc jedną piersią, z drugiej się lało. Potem się ustabilizowało, ale laktatorem dodatkowo odciągałam dalej. I tak się męczyłam do lipca, bo Julci tak się spodobały nakładki, że gołej piersi nie chciała mi wziąć do ust. Na początku lipca przestałam odciągać, bo odciągałam tak małe ilości, że więcej było mycia i w ogóle roboty z tym, niż mleka.

Myślałam, że Julcia zaczęła już tak efektywnie jeść. A to chyba znów był początek jakiegoś kryzysu, bo karmienia się bardzo skróciły, a Julka ryczała przy cycu. Więc znów wrócił laktator.

Po kilku dniach było już lepiej, a i nakładki udało się odstawić. Chciałam dotrwać do tych sześciu miesięcy i skończyć. Ale właśnie wtedy nagle karmienie piersią stało się proste i przyjemne i karmimy już czternasty miesiąc.

I taka jest moja historia. Dziękuję za możliwość podzielenia się tym.

Pozdrawiam
Dagmara
Akcja społeczna "Karmimy dzieci piersią? Naturalnie!", to przedsięwzięcie stworzone specjalnie, aby przyszłe i obecne mamy znalazły wsparcie i wiedzę. Niech karmienie piersią będzie dla nich oczywistym wyborem, a ich historie niech zawsze kończą się happy endem. "Mleko mamy rządzi!"
Wypełnij ankietę dla mam TUTAJ.
.
Partnerem akcji jest
Trwa ładowanie komentarzy...